UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Chyliczki wynajmę – część 2

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Majowe południe 2014 roku, ciepły, słoneczny dzień, chodzę po parku w Chyliczkach i robię zdjęcia, cisza, jaka ogarnia to miejsce, trwa tu od dawna i sugeruje, że w okolicy pałacu nie ma żywego ducha.

Zaczarowana ciszą i zabawnymi lotami jaskółek daję się ponieść wyobraźni, a wyobraźnia moja w tym nadzwyczajnym miejscu podsuwa obrazy niezwykłe. Ileż tu osób można było spotkać na przestrzeni wieków – królów, książąt, starostów piaseczyńskich, panów szlachetnych i mało przyzwoitych, kobiet pedagogów sławnych w Europie. Gdyby tak ich wszystkich zebrać, myślę sobie, i pogadać o Polsce. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że moje marzenia spełnią się i stanie przede mną amazonka, ułan, psycholog i kobieta niezwykła w jednej osobie. A było tak: fotografuję drewniany dom z tarasu pałacu, drzwi głównego wejścia do pałacu otwierają się, staje w nich dama w białej bluzce zapiętej pod szyję, długiej czarnej spódnicy i intrygującym w kształcie kapeluszu na głowie. Uśmiecha się do mnie i pyta, co ja robię i skąd przybywam, akcent lekko wschodni, ale tylko wprawne ucho go wyczuje. Oj, myślę – Cecylia hrabianka Platerówna objawiła mi się w ten upalny dzień majowy. Wyciągam rulon z obrazkami i tłumaczę, że fotografuję ponownie miejsca, które mam uwiecznione na starych zdjęciach. Dama z uwagą przegląda moje fotografie Chyliczek z lat 50. i 60. XX wieku i z ulgą w głosie mówi, że obawiała się kogoś z Urzędu Gminy w sprawie drewnianego domu, tego obok pałacu, bo jest decyzja jego rozbiórki, co ją bardzo niepokoi, bo dom zabytkowy z 1895 roku i powinien być zachowany. Tłumaczy mi, że za tym drewniakiem były kiedyś szklarnie. Odnajduje stare zdjęcie szklarni, w oczach mojej rozmówczyni pojawia się wielka radość. Zaprasza mnie do budynku, chce skserować zdjęcia, jest wzruszona, mówi – „Ja w tych szklarniach miałam praktyki po wojnie w latach 40., chodziłam wtedy tu do szkoły”. Widzę, że tym zdjęciem sprawiłam jej ogromną przyjemność. Wymieniamy uprzejmości, przedstawiamy się i oto dowiaduję się, że stoi przed mną mjr dr Jadwiga Bałabuszko-Sławińska. Spotkanie z tym niezwykłym człowiekiem było dla mnie wielką przygodą. W ciągu tych dwóch lat, w których dane mi było znać dr Sławińską, przeprowadziłam z nią wiele rozmów na temat przyszłości szkoły w Chyliczkach, ale też na temat historii ojczyzny, stylu życia polskich elit, religii i rodziny. Było to dla mnie nowe i bardzo ciekawe doświadczenie. Istnienie szkoły Chyliczanek było dla pani doktor celem, marzeniem, obowiązkiem i misją. Jej bohaterką i wzorem była osoba hrabianki Cecylii Plater-Zyberkówny, czuła się w obowiązku przenieść nauki moralne hrabianki dla przyszłych pokoleń. Nie wszyscy w Piasecznie zdawali sobie sprawę. z jak bohaterską kobietą mają do czynienia. Sama o przeszłości nie opowiadała, może uważała, że to strata czasu, bo problemy bieżące są ważniejsze i tylko te warte dyskusji. Szkoda, bo historia jej wojennych losów to temat na ciekawy scenariusz filmowy. Jako dziewiętnastoletnia dziewczyna w 1941 roku zostaje zaprzysiężona do AK i w konspiracji pozostała do 17 stycznia 1945 roku. Podczas okupacji na Nowogródczyźnie w domu swoich rodziców w Ciechanowej-Słobodzie prowadzi tajne nauczanie, jednocześnie jest łączniczką między Rubieżewiczami, Stołpcami, Mińskiem, Iwieńcem, Derewnem. W 1944 roku pracuje jako sanitariuszka kresowego zgrupowania AK 27 Pułku Ułanów im. Króla Stefana Batorego w szpitalu polowym w Gilikach, następnie, po wędrówce pułku do lasów w okolice Warszawy, w Kampinosie. W czasie powstania warszawskiego sanitariuszka, bierze udział w bitwie pod Jaktorowem, jest pod bezpośrednim dowództwem Aleksandra Wolskiego „Sokoła”, „Jastrzębia” poległego w tej bitwie, Jadwiga jest ranna. Po bitwie pod Jaktorowem dociera do Żyrardowa i wyszukuje zakonspirowanych partyzantów zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego, zaopatrując ich w dokumenty.
Jako łączniczka trzykrotnie dociera do swoich dowódców: por./kpt. Adolfa Pilcha ps. „Góra”, „Dolina” i chor./ppor. Zdzisława Nurkiewicza, ps. „Noc”, „Nieczaj”, działających wówczas w lasach piotrkowsko-opoczyńskich. Po zakończeniu wojny powraca do szkoły, ale pod zmienionym nazwiskiem. NKWD poluje na nią, aresztuje ppor. Nurkiewicza i skazuje na karę śmierci.
Jadwiga po ukończeniu Gimnazjum u SS Niepokalanek w 1945 r. w Szymanowie, przybywa do Chyliczek do Liceum Gospodarstwa Wiejskiego im. Cecylii Plater-Zyberkówny. Jednocześnie jako wolny słuchacz podejmuje studia w Wyższej Szkole Higieny Psychicznej w Warszawie. Po ukończeniu Liceum w 1948 roku rozpoczyna studia na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach pracuje w charakterze psychologa – o tym w innym opowiadaniu. Do Piaseczna i do szkoły w Chyliczkach przyjeżdża w 1992 roku. Klucze do budynku pałacu wręcza jej Burmistrza Miasta Piaseczna pan Józef Zalewski. Umowa dzierżawy szkoły i kilku hektarów ziemi jest korzystna dla Chyliczanek, ale same muszą sobie poradzić z remontem szkoły. Pałac jest zdewastowany, od prawie 10 lat stał pusty. Internat Technikum Rolniczego został zamknięty około roku 1980 (?), po awarii centralnego ogrzewania i powodzi w budynku brak jest podłóg, większość pieców w salach jest niesprawnych albo w ogóle rozebranych i rozkradzionych. W oknach powybijane szyby. Stolarka okienna całkowicie do remontu. Piwnice zalega gruz. Nie ma mowy o szybkim otwarciu szkoły. Chyliczanki zabierają się do pracy. Remontują i wyposażają szkołę, zdun uruchamia piece. Pomagają wszyscy, którym zależy na ratowaniu budynku i tworzeniu szkoły. Katolickie Liceum im. Cecylii Plater-Zyberkówny rusza w 1998 roku. Dziś szkoła ma „w dorobku” kilkudziesięciu maturzystów.
A ja wracam do jej początków, do roku 1902, gdy piękny nowy budynek zostaje oddany do użytku szkole. Dziennikarki zwiedzające wtedy szkołę piszą: „Do pokoju, do którego najpierw wprowadzone jesteśmy, to jest w tak zwanej poczekalni, zwracają uwagę rozwieszone na ścianach, tablice z wyobrażeniami kur rozmaitego gatunku, a stojący w rogu wypchany kogut wygląda wspaniale”. Opisywane są zdjęcia uczennic, które skończyły już uczelnię i ich wizerunku dumnie wiszą w korytarzach. Ciekawa jest lampiarnia. Jednak największe wrażenie robi na zwiedzających szkolna kaplica, do której jest bezpośrednie wejście korytarzem z budynku. Piękna, niewielka, ale wygodna, jasna z oknami ozdobionymi witrażami (dziś nie istnieją). Wszystko uporządkowane w najdrobniejszym szczególe. I ta szczera, zdumiewająca gościnność.
Ta gościnność pozostała do dziś. Gościnność i porządek, mimo skromnych środków goście bywający w szkole dostają gorący posiłek, herbatę i ciasto na białym obrusie. Takie są Chyliczanki.
Doktor Jadwiga zadzwoniła do mnie w czwartek w ostatnich dniach czerwca, rozmawiałyśmy długo, powiedziała mi, że jest szczęśliwa, bo sprawy szkoły idą w bardzo dobrym kierunku, rozmawiałyśmy też o sprawach prywatnych, bo ona zawsze nie zapomniała zapytać, co u mnie. Zmarła w trzy dni później, 2 lipca 2016.
Dziękuje pani dyrektor Barbarze Olszyńskiej za ciekawą rozmowę.
Korzystałam z informacji zawartych w: Biogramach Muzeum Powstania Warszawskiego.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama