UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Aktorzy część 2 fot: własność rodziny Maroszków

Aktorzy część 2

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

W willi w Chyliczkach Grzelichowcy mieszkali prawdopodobnie już pod koniec XIX wieku.

 

Ich sąsiedzi, rodzina państwa Maroszków, bardzo z Grzelichowskimi zaprzyjaźniona, pamięta opowieści rodzinne jeszcze z okresu sprzed pierwszej wojny, w których to czasach odbywały się szalone zabawy dzieci w ogrodach nad rzeką Jeziorką. Dom Grzelichowskich, obszerny, stojący w zadbanym ogrodzie posiadał duży salon, dwa dodatkowe pokoje, niezbyt dużą kuchnię i od strony ogrodu i rzeki werandę. Dom ogrzewany był piecami kaflowymi, stylizowany na dworek szlachecki, nie mógł konkurować z dworkiem po drugiej stronie rzeki w majątku Pólko, był zdecydowanie mniejszy. Mira Grelichowska (nazwisko sceniczne) w tych opowieściach rodzinnych oczywiście jest główną bohaterką anegdot. O jej pierwszym małżeństwie mało mogłam się dowiedzieć, tylko tyle, że z tego związku urodziła się córka Ewa i nazwisko męża brzmiało Missiura. Małżeństwo to rozpadło się prawdopodobnie przez rozstanie w czasie wojny, Mira wyjechała z Polski w 1939 r. Zachowały się zdjęcia z tego czasu dedykowane matce, z charakterystyczną dla Miry kokieterią. Pisała do Chyliczek listy i wysyłała swoje fotografie, w listach uprzedza, że zdjęcia nie wyszły dobrze, że przyśle lepsze, tych nie pokazywać nikomu. Dedykacje na rewersach zdjęć wzruszają. Mira pisze do matki: „Mojej dobrej wróżce, ukochanej Mateńce. Największej życiowej Czarodziejce – posyłam trochę siebie. Niestety fotografie nie udały się...” cała Mirunia!

W 1947 r. Mira i Kazimierz Wajda „Szczepcio” biorą ślub w Londynie i natychmiast wracają do Polski. Chyliczki będą ich azylem. W rodzinie państwa Maroszków zachowało się zdjęcie ślubne Miry i Kazimierza, pani Maria Maroszek pokazuje mi to zdjęcie z dumą, jest faktycznie zachwycające i cenne. Pamiątek po obojgu aktorach zachowało się w końcu niewiele.

 Do 1955 r. los Wajdom sprzyja, potrafią odnaleźć się zawodowo w trudnej powojennej rzeczywistości. Kazimierz, dusza towarzystwa, sypiący dowcipami, świetny kompan, dobry aktor, charyzmatyczny, przystojny. Ona urokliwa, kobieca, piękna i wiecznie spóźniająca się na koncerty. Taka scena sprzed domu w Chyliczkach: Kazimierz wychodzi przed dom elegancko ubrany, jadą na koncert, jeszcze ostatni rzut oka na samochód DKW, zwany popularnie w Polsce „dekawką”, jeszcze mały spacer po ogrodzie... czas płynie, a Mirunia nie wychodzi, w końcu Kazimierz woła – Mirunia bo mnie zaraz cholera strzeli! – to pomaga, ale tylko doraźnie, następny wyjazd na koncert i scena się powtarza. Oboje są związani z Polskim Radiem i estradą.

Kazimierz umiera w maju 1955 r. Ma tylko 50 lat; jak niektóre źródła podają, odchodzi jadąc samochodem. Msza pogrzebowa odbywa się w Warszawie i żałobnicy jadą do Krakowa, gdzie zgodnie z wolą Szczepcia, aktor zostaje pochowany na cmentarzu Rakowickim. Po śmierci męża Mirze trudno się pozbierać, na szczęście angażuje się w pracę zawodową, odkrywa w sobie talent do organizowania teatrów i widowisk estradowych dla dzieci. Poproszona o pomoc dla innych, zawsze łatwo ulega, tworzy widowiska, kasa idzie na cel charytatywny. Na przykład, gdy ksiądz Siwak, proboszcz z Piaseczna, organizuje zbiórkę na dom parafialny w Piasecznie, Mira daje bardzo udany występ. Towarzyszy jej akompaniatorka Teresa Niewiarowska i aktorka Zofia Raciborska. Obie były częstymi gośćmi w Chyliczkach. Zofia niezwykle popularna w latach 60. aktorka zajmująca się przede wszystkim podkładaniem swojego głosu w filmach i audycjach radiowych dla dzieci, znana chyba najbardziej z pierwszej polskiej dobranocki wyemitowanej przez TV w 1962 roku pod tytułem „Jacek i Agatka”, autorką tekstów dobranocki była Wanda Chotomska. Jacek i Agatka to były dwie pacynki, mówiące głosami dzieci, a naprawdę głosem Zosi Raciborskiej, obdarzonej ogromnym talentem imitatorskim, stały się najbardziej ulubionymi postaciami telewizyjnymi w Polsce. Tekst dobranocki był zabawny, też moralizatorski i ciekawy. O Zofii opowiadano anegdoty, a to o tym, jak mówiła na scenie po angielsku, nie znając tego języka i potem pewna pani powiedziała do aktorki – Jak pani mówi po angielsku, to ja wszystko rozumiem. A to o tym jak kiedyś w czasie przerwy podczas próby przedstawienia teatralnego, nagle w jednym z zamkniętych pomieszczeń teatralnych zza drzwi rozległ się płacz dziecka. Przed drzwiami zgromadziła się spora gromadka pracowników teatru, posłano po ślusarza od zamków w drzwiach, tymczasem trwała rozmowa z maleństwem. Po otwarciu drzwi okazało się, że w pomieszczeniu jest... tylko Zosia. Uwielbiała robić takie dowcipy. W latach 60. krążyła opowieść, że w czasie wojny ten niezwykły talent uratował aktorce życie. Ostatni raz wystąpiła w przedstawieniu w latach 70., które to przedstawienie prowadził Mieczysław Gajda, też bywalec domu w Chyliczkach. Do tej chylickiej kompanii dołączała często Lunia, pierwsza żona Tońcia (Henryk Vogelfänger), tego z Wesołej Lwowskiej Fali. Nad wszystkim czuwała gosposia Grelichowskiej, zwana Punią. Dusza człowiek, pracowita wielce osóbka, gotowała, sprzątała i opiekowała się Mirą jak córką. Mieczysław Gajda do Chyliczek przyjeżdżał z wizytą, czasami pojawiał się też Nasierowski, partner Gajdy. Trudno dziś ustalić kto zainspirował napad na dom Miry, prawdopodobnie Nasierowski, skazany też w procesie o morderstwo podczas podobnego napadu do tego w Chyliczkach. Mira do końca życia nie potrafiła się pogodzić z tym co się stało w willi, najbardziej żal jej było pobitej przez złodziei Puni. Do pieniędzy i majątków nigdy nie przywiązywała zbytniej wagi. Powoli wysprzedawała Chyliczki. Pod koniec życia ciągle zapominała gdzie co schowała, futra szukała w torebce. Zginęła koperta z pieniędzmi, cała emerytura, odnalazła się w pianinie. Mira wyglądała jak rajski ptak, ale naiwnością przyciągała złych ludzi. Na klatce schodowej w warszawskim domu ktoś ją napadł, chciał ściągnąć z palca pierścionek z brylantem i wyrwać torebkę, na szczęście jakoś się wybroniła. Przyjaciel doradził jej, aby jako starsza pani nie nosiła tak drogiej biżuterii, to się obraziła za tą „starszą panią”, bo pozostała na zawsze młoda i kokieteryjna.

Zaczęły się problemy z ogrodem i domem, związane z pożarem młyna na Pólku, przestano wtedy dbać o stawidła, zaniedbana Jeziorka wylewała, zalewając ogród, woda podchodziła pod furtkę. Chodziły słuchy, że miasto planuje w tym miejscu park. W końcu Mira sprzedała majątek w Chyliczkach. Zmarła w 1988 r., pochowana w Piasecznie na starym cmentarzu w grobie z matką i ojcem. Zbierając o niej materiały do tej publikacji, bardzo Mirę polubiłam, może dzięki temu, że tak serdecznie wspomina ją pani Maria Maroszek, nazywając sąsiadkę – Mirunią. Jest w tym imieniu tyle ciepła.     

1 komentarz

  • Link do komentarza Zdzisław Zdzisław 9 maja 2018

    Zawsze czytam Pani artykuły, są super. Mieszkam w Piasecznie-Gołkowie od urodzenia w domu, który w roku 1926 zbudował mój Dziadek. Moi Rodzice jechali do ślubu DKW, w latach 60-tych był to również pierwszy samochód moich Rodziców, a ja odrestaurowałem taki sam, aby zawieść swoją Córkę do ślubu w roku 2010
    Pozdrawiam

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama