UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Listopadowa pogoda nie sprzyja wycieczkom, ale podroż to będzie nieodległa, nie przekroczę granic powiatu piaseczyńskiego. Pakuję do samochodu termos z kawą i wyruszam w kierunku Tarczyna, do Pamiątki. Cel najważniejszy to usiąść pod wielkim dębem o imieniu Wojciech. O czym szumią dęby spod Tarczyna?

W świetle latarni, wśród tańczących płatków listopadowego śniegu, gdy umiesz kochać i masz bujną wyobraźnię, możesz zobaczyć ich oboje w okolicach sklepu Biedronka, piaseczyńską Julię i miejscowego Romea. I nie rozczarują cię, będzie jak u mistrza Szekspira – wielka miłość aż po grób, obiecuję.

Trzynastego marca 1856 roku, gdy trumna ze zwłokami burmistrza Bartłomieja Biernackiego była wystawiona w kościele w Piaseczna, a było jeszcze przed mszą żałobną, spisano akt zgonu.

O godzinie piątej rano 11 marca 1856 r. z piaseczyńskiego magistratu mieszkańcy Piaseczna usłyszeli głos obwieszczający smutną wiadomość – Burmistrz nie żyje!

Burmistrz był lubiany przez mieszkańców, szanowany przez przedstawicieli trzech wyznań religijnych znajdujących się w mieście.

Strachy

Nie czytać o zmierzchu.

Ciekawy „Informator turystyczny” i co ma z nim wspólnego „cmentarz choleryczny”.

Gdy Piaseczno gościło w latach 1777–1778 posła Porty Ottomańskiej Numan Beja i okazywano sobie w Warszawie wzajemne wyrazy przyjaźni, między innymi też w domach książąt Poniatowskich, w Pradze 14-letni książę Józef Poniatowski zostaje przedstawiony cesarzowi Austrii, Czech, Węgier etc., Józefowi II. Cesarz szykuje się właśnie do wojny z Turcją i potrzebuje żołnierzy. Polska nie weźmie udziału w wojnie z Turcją, ale książę Józef tak. Dlaczego? Bo tymczasem rodzina Kinskych, bliskich krewnych matki księcia, lojalna z domem Habsburgów wyjednuje u cesarza miejsce dla księcia w wojsku austriackim.

Czy książę Józef Poniatowski bywał w Piasecznie i mieszkał w budynku zwanym dziś na jego cześć„Poniatówką”?

Prasa, szczególnie ta brukowa, uwielbia katastrofy, afery i wypadki. Pełno w niej doniesień o rożnych nieszczęściach, jakie spotykają ludzi i im więcej szczegółów w notatce prasowej, tym czytelnicy ponoć bardziej zaspokojeni w swej ciekawości, a pismo bardziej poczytne.

Majowe południe 2014 roku, ciepły, słoneczny dzień, chodzę po parku w Chyliczkach i robię zdjęcia, cisza, jaka ogarnia to miejsce, trwa tu od dawna i sugeruje, że w okolicy pałacu nie ma żywego ducha.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama