UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Usługa hotelowa

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Najpierw córkę wysłałam do żłobka, potem ona zachorowała, potem zachorowali synkowie, no i tak ciągnie się to 1,5 miesiąca.


W końcu najmłodsze moje dziecko dostało skierowanie do szpitala, tak na wszelki wypadek. Następnego dnia pani pediatra z przychodni zasugerowała mi, że powinnam z niego skorzystać. Choć coś w środku mnie podpowiadało mi, że to jest to, czego potrzebuję, to jednak wizja dziecka w szpitalu mnie przerażała. Możliwe, że to dlatego iż moja serdeczna przyjaciółka otworzyła ostatnio biuro w starym szpitalu dziecięcym przy Jerozolimskich, w przedwojennej nieremontowanej chyba sto lat kamienicy z długimi szerokimi korytarzami, o wysokich piętrach, z mikroskopijną ciemną studnią, w której nocują tłuste gołębie i piękną przedwojenną posadzką (gdzieniegdzie). Ma ta kamienica cudowny klimat jako miejsce pracy artystów różnej maści i miejsce na nocne kluby, ale kiedy wyobrażę sobie tam małe chore dzieci bez rodziców w tych wysokich metalowych łóżeczkach to jawi mi się to bardziej jako film typu horror niż rzeczywistość jeszcze z lat 90.
W 2015 roku jest inaczej – lepiej. Oczywiście mam świadomość, że nie wszędzie także dysponuję adresem szpitala na priv.
Na oddziałach pediatrii dzieci już nie są same. Matki (ojcowie też, ale jakoś są tu same matki) mogą wykupić usługę hotelową. 40 zł doba z wyżywieniem, bez wyżywienia 20. Opcja nieobowiązkowa, no bo jak brać pieniądze za coś, co jest obowiązkiem. Można dziecko zostawić i je odwiedzać za dnia. O to żeby można było nocować z dzieckiem w szpitalu walczyły pokolenia matek. Szkoda, że płatnie, bo jak ktoś nie ma? Albo dziecko musi leżeć miesiąc? Poza tym to małe dzieci, nie zawsze śpią w nocy, tym bardziej w obcym miejscu. Już widzę jak pielęgniarki w takiej ilości jak się je zatrudnia, noszą te dzieci, karmią, przewijają i usypiają. Sądzę więc, że szpital oszczędza na moim pobycie tutaj. No ale nic to. Nie będę się czepiać, bo jest naprawdę super. Nie żebym była zadowolona, że moje dziecko trafiło do szpitala. W zaistniałej sytuacji muszę jednak przyznać, że jest to zbawienie.
Po pierwsze warunki. Szpital nienowy, ale odnowiony, bardzo ładny i czysty. Musi dobrze gospodarować pieniędzmi za usługę hotelową. Poza tym kręcą tu dużo seriali i filmów i jest kilka punktów usługowych, które płacą czynsz. Jedzenie dobre (!!!), łóżka dla mam w miarę wygodne, duże szafy, małe szafeczki na kluczyk, obsługa miła. Jest aneks kuchenny, mikrofalówka, lodówka i darmowa herbata w szafkach.
Po drugie odpocznę. Przeczytam książkę, którą zakupiłam w kiosku na dole (bestseller Newsweeka o pewnym dominującym bliźniaku). W ogóle sięgam po książkę pierwszy raz od dokładnie 7 miesięcy. Podadzą śniadanie, obiad, kolację. Pozmywają, umyją podłogę (codziennie). Ja sobie poleżę, wypiję ciepłą herbatę, potem kawę. Zjem obiad, w dodatku ciepły. Wczasy tak jakby.
Dla syna to też jakby wczasy. Kiedy nie śpi, mama w kółko się nim zajmuje. Nie bratem, nie siostrą, tylko nim.
Pomijając, że to dobrze, że tu jesteśmy, bo jednak syn jest chory, a syn drugi i córka jedyna także, więc wypada ich rozdzielić na parę dni, to dobrze, że tu jesteśmy, bo w końcu odpocznę. To nie żarty. Matką się jest 24/7. W szpitalu też jestem matką 24/7, ale po pierwsze wyłącznie matką, po drugie tylko 1/3 matki.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama