UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Odra

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Niestety... Nie będzie to felieton o rzece. Będzie to felieton o ignorancji, braku rozsądku, nieodpowiedzialności i zapomnieniu. Nie będzie to również historia zabawna, choć w czasach, w których nie przypuszczałam, że będę miała kiedykolwiek w życiu dziecko (a było to dokładnie trzy lata temu), bardzo mnie bawiły dwie koleżanki i jeden kolega, którzy na Facebooku wojowali ze szczepieniami. Myślałam, że żartują.


W tym czasie urodziłam troje dzieci, antyszczepionkowych znajomych przybyło, a w Niemczech (od których oddziela nas Odra, zabawne prawda?) wybuchła epidemia odry. Choroby, która podobno zniknęła. Czytam, że nam epidemia nie grozi – choć pojawiają się przypadki zachorowania. Nie grozi, bo zaszczepione jest ponad 90% społeczeństwa. Z roku na rok jednak w Polsce szczepionych jest mniej osób, a zachorowań na odrę jest więcej. Czy więc na pewno nic nam nie grozi? I czemu przestajemy szczepić nasze dzieci?
Po części rozumiem rodziców, którzy mają wątpliwości. Słysząc o powikłaniach, chorobach, ciężkich kalectwach dzieci spowodowanych szczepieniami, należy się przynajmniej zastanowić. Wiadomo też, że światem rządzi pieniądz, a komuś te szczepionki się opłacają i nie jest to mały ktoś. A przecież chodzi o nasze dzieci, nikt nie będzie ryzykował ich zdrowia czy życia. Po tym zastanowieniu, po sprawdzeniu pewnych informacji i po analizie tych informacji, powinna przyjść refleksja – przeciwko czemu szczepimy te dzieci. I tu jest chyba problem. Na antyszczepionkowym portalu czytam bowiem wpis o błonicy i krztuścu jako niepoważnej chorobie (spoko, są tylko śmiertelnie groźne). Czytam również wypowiedź koleżanki, że nikt na tę odrę jeszcze nie umarł (a ta półtoraroczna dziewczynka, co umarła w Berlinie, to był wypadek przy pracy). Czytam komentarz pana, który sam chorował na odrę i jak sam się przyznał – żyje. To akurat fakt: na odrę chorowało bardzo wiele dzieci i większość z nich żyje. Umiera tylko 1 na 1 000...
Słowa klucze przeciwników szczepień to powikłania i autyzm. Autyzm ma wywoływać szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR). Nie ma na to ŻADNYCH dowodów. Szczepionkę MMR podaje się w drugim roku życia, w tym okresie właśnie ujawniają się objawy autyzmu, stąd zapewne błędny wniosek. Oczywiście, był jeszcze artykuł pewnego lekarza – Andrew Wakefielda – który tak zbadał 12 dzieci, że aż został skreślony z rejestru lekarzy. Przy okazji udowodniono mu fałszowanie badań oraz powiązania z firmami produkującymi alternatywne szczepionki. Co ciekawe, co chwila ktoś odkrywa jego artykuł i z przerażeniem obwieszcza światu i znajomym, co tam wyczytał. A wystarczy wpisać jego nazwisko w wyszukiwarkę i już wszystko wiadomo, zwłaszcza że to bzdura.
Powikłania za to bardzo interesujący argument ruchów antyszczepionkowych. One oczywiście istnieją, występują jednak niezwykle rzadko. Na rządowej stronie o szczepieniach możemy poczytać sobie o powikłaniach na przykład po odrze: zapalenie mózgu występuje u 1 na 1 000 chorych, podostre stwardniające zapalenie mózgu występuje u od 1 na 1 700 do 1 na 3 300 chorych, zapalenie płuc występuje u 10-60 osób na 1 000 chorych. Oprócz tego zgony... W latach 70., kiedy w Polsce wprowadzano masowe szczepienia, na odrę chorowało 200 tysięcy osób rocznie – umierało 200 osób w ciągu jednego roku! Zupełnie nie ma się czym przejmować...
No i jeszcze rtęć – obecna w szczepionce MMR. Bezpieczna dawka dzienna rtęci dla człowieka jest jednak 40 razy wyższa niż ta obecna w szczepionce, nie będę się więc nad rtęcią rozwodzić.
Oczywiście wśród Was jest wiele takich osób, które powiedzą, że dałam się zmanipulować, że to wszystko spisek, że chodzi o tak ogromne pieniądze, że dało się wszystko spreparować (niektórzy zapewne powiedzą mi jeszcze parę innych miłych słów). Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że dzieci na choroby zakaźne umierały, że ciężko chorowały, a często zostawały kalekami do końca życia – nie rozumiem zatem, przed jakim wyborem stoimy, ponieważ moim zdaniem – przed żadnym.
Pod koniec ciąży na badaniach krwi spotkałam pewną przemiłą starszą panią, która opowiedziała mi, jak chorowała w czasie wojny na błonicę, na szczęście jednak pewien doktor na Włochach posiadał surowicę i ją uratował – choć była już praktycznie nieprzytomna. Zastrzegła również, patrząc na mój brzuch, żebym się nie przejmowała, ponieważ obecnie na te wszystkie zakaźne choroby szczepi się dzieci. Ja jej więc opowiedziałam o ruchach antyszczepionkowych – nie mogła uwierzyć. Powiedziała: „Nawet jeżeli wymyślą lekarstwo na raka, to nie będzie to taka rewolucja, jak wprowadzenie szczepionek. Przecież przestały umierać dzieci!”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama