UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Za Niemców było lepiej

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Żyją w skandalicznych warunkach. Ich ojciec jest patronem stadionu w Baniosze.


Inżynier Michał Piędzio i jego siostra Anna mieszkają w domu przy Sportowej od urodzenia. Kiedy wybuchła wojna, pan Michał miał 3 lata. Dom stoi na tej samej działce, co willa, w której mieszka rodzeństwo D., profesor sejsmolog oraz jego siostra, lekarz kardiologii, które od ZUT „Grupa Techniczna” kupiło całą nieruchomość w 2002 roku.
Dożywocie jak wyrok
W akcie notarialnym rodzeństwo D. zobowiązuje się do zapewnienia panu Michałowi i pani Annie prawa dożywotniego zamieszkiwania na parterze 1-piętrowego budynku. Paragraf wcześniej zamieszczono informację, że na rodzeństwo D. przechodzą wszelkie korzyści i ciężary związane z posiadaniem tej nieruchomości.
Kilka dni przed podpisaniem aktu, pani D. podpisała z panem Michałem i panią Anną umowę użyczenia, w której starsi państwo zobowiązali się własnym kosztem i staraniem dokonywać remontów, napraw i konserwacji budynku. Mają też nie podnosić żadnych roszczeń z tego tytułu do właścicieli nieruchomości. Jeżeli nie, pani D. będzie mogła wypowiedzieć im umowę dożywotniego użytkowania z 3-miesięcznym okresem wypowiedzenia. W umowie nie ma wzmianki o stanie budynku. Sugeruje ona także, że mają remontować cały budynek, chociaż prawo dożywotniego mieszkania mają wyłącznie na parterze.
Udało nam się tą sprawą zainteresować Michała Rosę, radnego z Piaseczna, który jest także adwokatem. Zgodził się zostać pełnomocnikiem państwa Piędzio i pomóc im pro bono.
– Umowa użyczenia podpisana przed umową sprzedaży jest nieważna. Nikt nie może przenieść na inną osobę więcej praw i obowiązków, niż sam posiada – mówi nam adwokat Michał Rosa. – W umowie starsi państwo zobowiązali się do remontu domu, ale podpisali ją z panią D., która nie była wówczas właścicielką nieruchomości. Miała tylko podpisaną umowę przedwstępną z Grupą Techniczną. W dodatku w trakcie podpisywania aktu pani D. wskazała jako kupujących swojego brata i siostrę, którzy oświadczyli, że przejmują wszystkie prawa i zobowiązania siostry z umowy przedwstępnej. O jakichś umowach zawieranych z państwem Piędzio nie ma w akcie notarialnym śladu – tłumaczy nam Michał Rosa.
Zaczęło się od błąkającego się psa
W akcie notarialnym wskazano, że obydwa domy, wybudowane ok. 1930 roku, wymagają kapitalnego remontu, w tym wymiany stropu i więźby dachu. Akt podpisano 15 lat temu, dzisiaj państwo Piędzio w salonie i kuchni mają dwie ogromne dziury w suficie, przez które woda w trakcie deszczu wlewa się wiadrami. Trudno stwierdzić, w jakim stanie jest pierwsze piętro, bo przecież starsi państwo mogą dożywotnio użytkować tylko parter. Na piętro nie mogliśmy wejść.
Siostra D., właścicielka nieruchomości, twierdzi, że dom państwa Piędziów jest w takim stanie, ponieważ pan Michał i pani Anna go nie remontują. Uważa, że umowa, w której starsi państwo zobowiązują się do jego remontowania, jest ważna, ponieważ podpisali ją w obecności prawnika.
O sytuacji państwa Piędziów poinformowała nas Fundacja Animal Rescue Poland.
– Zainteresował mnie pies błąkający się po ulicy koło kościoła. Znalazłam właścicieli. Okazali się nimi państwo Piędziowie. Pan Michał powiedział, że właściciel nieruchomości zabrania mu trzymania psa – mówi nam Inga Lechowska, wiceprezes Fundacji. – Oniemiałam, gdy się okazało, że za płotem zbudował mu budę, a do środka wstawił lampę, która w zimie go grzała, a kiedy zapytałam, czemu pod oknem stoją drewniane schodki i pan Michał mi powiedział, że przez kilka lat musiał z siostrą tamtędy wchodzić do domu, bo właściciele zlikwidowali mu furtkę, nie wytrzymałam i zadzwoniłam po was – tłumaczy wiceprezes.
O wychodzeniu z domu przez okno pisał Piotr Chmielewski w tygodniku „Nad Wisłą” w artykule „Traktują nas jak podludzi” w nr 8 z 2008 roku. Na szczęście 2 lata temu państwo Piędziowie odzyskali wyjście, znajomi podarowali im furtkę i została ona zamontowana. Teraz właściciele grożą wezwaniem nadzoru budowlanego i usunięciem starszych państwa z ich rodzinnego domu.
Chcieli podzielić, ale nie mogli
– Grupa Techniczna chciała nam dom z małą częścią działki sprzedać za jakąś symboliczną kwotę – mówi nam Michał Piędzio.
Gmina odmówiła jednak podziału działki, ponieważ obowiązujący w 2001 roku plan zagospodarowania przestrzennego z 1993 r. oznaczał tę działkę jako 16 MNz (tereny zabudowy jednorodzinnej na działkach leśnych), co uniemożliwiło podział działki. Plan nie obowiązuje od 2003 roku, od kiedy weszła ustawa uchylająca plany sprzed 1995 r. Wg gminnej mapy planów zagospodarowania do tej pory nie obowiązuje na tej działce żaden plan.
Co ciekawe Zarząd Mazowieckiego i Chojnowskiego Parku Krajobrazowego w piśmie z 2001 r. do Michała Piędzio informuje, że działka leśna należąca do Grupy Technicznej leży poza granicami Chojnowskiego Parku oraz Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu, w związku z czym ze strony Zarządu ChPK nie było żadnych przeciwwskazań do dokonania planowanego podziału.
W 2015 r. ojciec pani Anny i pana Michała, Andrzej Piędzio, został patronem stadionu piłkarskiego w Baniosze.
Obydwa budynki, opisane jako pochodzące z 1906 r. (dom państwa Piędzio jako domek ogrodnika), widnieją w Gminnej Ewidencji Zabytków z kwietnia 2017 r.
– Wie pani, w czasie wojny w tej willi państwa D. stacjonowali Niemcy – opowiada nam Michał Piędzio. – I oni byli normalni, jakby to nie brzmiało. Żyło nam się z nimi lepiej niż teraz z ludźmi, którzy obiecywali nam, że będzie nam się żyło jak w niebie – kończy.
Adwokat państwa Piędziów wysłał w lipcu rodzeństwu D. wezwanie, w którym zażądał podjęcia natychmiastowych działań dążących do kompleksowego remontu budynku, ponieważ właściciele są obowiązani zapewnić państwu Piędzio godne warunki życia.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama