Czy w Konstancinie sarny muszą konać?

100

Maleńka sarenka po rozległym urazie miała spędzić noc w kartonie w garażu myśliwego bez potrzebnej jej pomocy medycznej. Dlaczego skazano 9-tygodniowe zwierzę na tak potworne cierpienie?
Małą sarenkę ranioną kosiarką, 15 czerwca, mężczyzna przywiózł do straży miejskiej w Konstancinie. Sarenka miała, jak później napisze weterynarz, do którego trafiła po zbyt długiej drodze, „(…)W lewej przedniej kończynie złamanie wieloodłamowe obu kości przedramienia ze skróceniem osi kończyny. W kończynie lewej tylnej złamanie nasady dalszej kości piszczelowej”.

Gmina nie wie, co robić, a sarenka kona

Straż miejska poinformowała Fundację Animal Rescue Poland, która zajmuje się interwencjami w takich przypadkach na terenie gmin naszego powiatu. Poinformowała także Fundację, że gmina nie poniesie kosztów tej interwencji.
Fundacja z kolei nie ma pieniędzy ani nawet obowiązku, aby finansować interwencje weterynarzy.
Straż miejska zadzwoniła do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, a PCZK do Dawida Fabjańskiego z Fundacji. Ten postanowił jednak podjąć interwencję, a finansowaniem przejmować się później. Zadzwonił do straży miejskiej, aby potwierdzić gdzie jest sarna, ale
w odpowiedzi usłyszał, że straż musiała odwieźć sarnę do myśliwego. Po wykonaniu kilku telefonów do różnych osób Dawid Fabjański znalazł myśliwego w Cieciszewie. Pojechał do niego i zapytał, czemu sarenka nie ma udzielonej pomocy. Sarna przywieziona przez strażników w kartonie przebywała w garażu myśliwego. Fabjański zapytał myśliwego, jako specjalisty, co dalej zrobiłby z sarenką.
– Nic, nie moja sprawa. Rano panowie ze straży zaczynają służbę i ja tylko na noc zgodziłem się ją przetrzymać – odpowiedział myśliwy. – Rano może przyjąć ją ośrodek na Korkowej (Leśny Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Marysieńka w Warszawie przy Korkowej – przyp. JG) – dodał.
Fabjański zwrócił uwagę, że na Korkowej nie przyjmą zwierzęcia z Konstancina, pan myśliwy jednak odpowiedział, że od niego przyjmą, bo to jego koledzy. Nie potrafił jednak wyjaśnić, czemu nie zadzwonił do całodobowego ośrodka od razu, tylko chciał czekać do rana z konającą sarną w garażu.
Fundacja odzyskała od myśliwego sarenkę i po północy zawiozła do weterynarza. Z karty informacyjnej wizyty: „Ze względu na cierpienie zwierzęcia podano leki o działaniu uspokajającym i przeciwbólowym. Pozostawienie sarny bez opieki lekarsko-weterynaryjnej spowodowałoby dalsze cierpienie zwierzęcia. Po wykonaniu zdjęć RTG i oceny rozległości urazu, zdecydowano o uśpieniu zwierzęcia”.
Czemu Gmina Konstancin nie przekazała sarny Fundacji, tylko myśliwemu, który trzymał ją bez opieki medycznej w garażu?

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze

Fundacja obciążyłaby kosztami Gminę, jako organizacja, która nie posiada finansowania.
– To zadanie leży w gestii Starostwa – mówi mi krótko Burmistrz Konstancina Kazimierz Jańczuk, czym potwierdza to, co wcześniej odpowiedział mi Wydział Ochrony Środowiska w Konstancinie.
Agnieszka Pindelska, kierownik Biura Bezpieczeństwa w Starostwie, mówi mi jednak, że Powiat nie ma tego w zadaniach, z kolei wskazuje interpretację prawną z Ministerstwa Środowiska z 2013 roku, wydaną przez Dyrektor Departamentu Prawnego Izabelę Wereśniak-Masri, która stwierdza, że „skoro zatem, zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2001 r. Nr 142, poz. 1591, z późn. zm.) do zadań własnych gminy należą zadania w zakresie ochrony przyrody, to można uznać, że do zadań gminy należy również udzielanie pomocy dzikim zwierzętom przebywającym na terenie gminy, w szczególności poprzez zorganizowanie akcji ratunkowych lub zapewnienie transportu zwierząt do ośrodków ich rehabilitacji”. Potwierdzają to opinie Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie oraz Urzędu Marszałkowskiego z 2015 roku, będące odpowiedziami na pisma Radnego Gminy Lesznowola, Marcina Kani.
Interpretacje prawne są opiniami i nie są wiążące dla innych podmiotów, nie zmuszają więc Gminy Konstancin do opłacania usług weterynaryjnych w przypadku dzikich zwierząt znalezionych na terenie Gminy, aczkolwiek na pewno to umożliwiają.
Okazuje się, że dużo biedniejsza od Konstancina Gmina Prażmów jest w stanie wziąć odpowiedzialność za dzikie zwierzęta znalezione na jej terenie.
– Współpracujemy z Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego oraz Fundacją Animal Rescue Poland i jeżeli zachodzi taka konieczność, płacimy Fundacji za jej interwencje – mówi mi Wójt Gminy Prażmów Sylwester Puchała.
Kosztami interwencji powinien zostać obciążony sprawca wypadku, ten często, tak jak w przypadku tej sarenki, jest nieznany.
Czy Konstancin nie może pomagać cierpiącym dzikim zwierzętom, czy nie chce? Na podstawie tych samych obowiązujących przepisów inne gminy z powiatu piaseczyńskiego jakoś sobie radzą z takimi sytuacjami.
Kiedy inne gminy usiłują wypracować procedury i współpracę z organizacjami zajmującymi się ratowaniem zwierząt, Gmina Konstancin odsyła kilkutygodniową, cierpiącą sarenkę do myśliwego, którzy zamierzał przechować ją w kartonie w garażu do rana.