Autobus widmo?

Zawieszone nagle w ubiegłym tygodniu kursy autobusów kilku linii L skomplikowały życie pasażerów. Przyczyną była awaria taboru.

 

W ubiegły wtorek abonenci smsowych wiadomości z Urzędu Gminy Piaseczno dostali informację o zawieszeniu do odwołania kursów linii L-1 oraz L-32 i zmniejszeniu liczby kursów L-25. Mieszkańców, którzy korzystają z tych autobusów na co dzień, wiadomość zelektryzowała.

– Jak ja mam teraz wrócić z pracy do domu? – pytała retorycznie pani Karolina, która dojeżdża z Łaz do Bobrowca. Dla wielu pasażerów linie L to jedyny środek transportu do szkoły, pracy, urzędu czy przychodni. Najbardziej niepokojąco jednak brzmiał komunikat „do odwołania”.

– Czy to znaczy, że jutro będzie, czy nie? Czy do końca tygodnia, miesiąca? Przecież to jakiś żart! – irytowali się na przystanku pasażerowie, nawet ci, którzy nie korzystają z tych akurat linii. – Pani widziała jak wyglądają te autobusy? Przecież nikt nie wie, kiedy się zepsują i na której linii, a psują się co chwilę – tłumaczyła starsza pasażerka.

 Autobusy się psują. Hurtem.

W biurze prasowym Zarządu Transportu Miejskiego dowiedzieliśmy się, że przyczyną była awaria taboru.

– Jak przekazał nam operator, czyli firma Stalko, zepsuło się kilka autobusów w krótkim odstępie czasu – poinformował Wiktor Paul z ZTM. – Na tych liniach kursuje jeden autobus, a w godzinach szczytu przewidziany jest drugi. W momencie awarii na trasę wysyłany jest ten drugi, ale to też musi chwilę potrwać – tłumaczył. – Oczywiście będziemy rozmawiać z operatorem i wyciągniemy konsekwencje – zapewnił rzecznik ZTM.

Ku zdziwieniu niektórych mieszkańców, po południu autobusy już jeździły, choć komunikatu o zawieszeniu nie odwołano. Prawdziwa niespodzianka czekała jednak pasażerów dopiero następnego dnia. Tym razem od samego rana zawieszono kursowanie aż 3 lokalnych linii: L-1, L-2 i L-32. Traf chce, że w środę 16 maja firmie Stalko zabrakło pojazdów, które mogłyby obsłużyć aż 5 linii L (oprócz piaseczyńskich dwie linie wołomińskie: L-38 i L-40). Na stronie ZTM awarie kolejnych linii odwoływano jeszcze przed południem.

Poziom irytacji pasażerów sięgnął zenitu ze względu na kompletną nieprzewidywalność tego środka transportu.

– Przychodzę rano na przystanek, żeby pojechać do pracy, moja córka dojeżdża z kolei na pociąg do Warszawy i tym samym na uczelnię, przecież to jakieś kpiny – mówi jedna z mieszkanek Złotokłosu.

Stalko nadal będzie jeździć

Mieszkańcy niepokoją się tym bardziej, że przetarg na dalszą obsługę linii L wygrała firma Polonus, ale jej podwykonawcą ma być Stalko. Kiedy niektóre linie były zawieszone, gminni radni przegłosowywali właśnie dołożenie ZTM części brakujących na finalizację przetargu środków w wysokości 900 tys. złotych.

– Jednym z warunków przetargu była jakość, a przede wszystkim wiek autobusów – uspokaja naczelnik Wydziału Infrastruktury i Transportu Włodzimierz Rasiński. W podobnym tonie wypowiada się Wiktor Paul z ZTM.

– Większość autobusów w tej ofercie jest z rocznika 2017 – podkreśla. Do podpisania umowy na razie nie doszło. Jeśli nie uda się tego sfinalizować do początku czerwca, ZTM przedłuży po raz kolejny umowę na wykonywanie usług transportowych ze Stalko. Są jednak szanse, ze nowa umowa zacznie obowiązywać jeszcze przed wakacjami.